Archiwa kategorii: Z przymrużeniem oka

Maciek

Siedzę przy barze w krakowskim „Domu Piwa” oddając się tradycyjnej popołudniowej rozrywce, to jest lekturze gazety, kawie i papierosom. Jest ciepło i przyjemnie, a z głośników sączy się „All Blues” Davisa. Przez moment jestem pewien, że zgubiłem jesień gdzieś za plecami, gdy wtem – niespodziewanie – wkracza ona do zadymionego wnętrza, zatrzymując się tuż obok mnie.

Wysoka, szczupła, z poskręcaną burzą ciemnych włosów skrytych pod szerokim rondem kapelusza; w jasnym płaszczu i kasztanowym szalu okalającym szyję i ramiona – prezentuje się nad wyraz godnie – choć spojrzeniem brązowych oczu już na dzień dobry mówi mi „spierdalaj”.
– 50tkę wódki – rzuca krótko w stronę baru, sadowiąc się na wysokim krześle. Ma lekko zachrypnięty głos, jakby przez ostatnią godzinę na kogoś krzyczała.

Czytaj dalej Maciek

Wyobcowanie

Gdybym wiedział, jaki przebieg będzie miał ten dzień, wolałbym go przespać.

Jak wiadomo, jestem prawdziwym „dzieckiem szczęścia”. W zeszłym tygodniu rozwaliłem ekran telefonu sprowadzając to wszechstronne urządzenie do poziomu prymitywnego sprzętu służącego wyłącznie do prowadzenia rozmów (na ekranie nic nie widać), wczoraj dźgnąłem się łyżeczką w oko, a dziś…

Dziś pobiłem wszelkie rekordy nieprzystosowania społecznego.

Czytaj dalej Wyobcowanie

Kontakt

Kontakt

Przebiwszy się przez atmosferę, statek zawisł nad błotnistą powierzchnią planety. Zetrix ostrożnie zmniejszył ciąg i pozwolił maszynie osiąść, pilnując by podwozie i stabilizatory nie zanurzyły się zanadto w brunatnej mazi. Pilotowany przez niego Coleopter 600/11 był wprawdzie nowoczesnym statkiem zwiadowczym klasy 0, jednakże pozostawał w służbie od ponad dziesięciu lat i wyrzutnie pneumatyczne – służące do wyrzucania statku pionowo w przestrzeń – miały tendencje do zacinania się.

Czytaj dalej Kontakt

Pójdźże piękna gołąbeczko

Nie uwierzycie, co mi się przydarzyło.
W zeszłą sobotę wybrałem się do Nowej Huty, by odwiedzić starego przyjaciela – Kurtza (nazywamy go tak, bo odkąd się tam przeprowadził, zupełnie stracił kontakt z rzeczywistością, a niestety dla otoczenia, jesteśmy z kolegami za bardzo obeznani z klasyką literatury, by dawać znajomym przydomki w stylu: Łysy, Siwy czy Pała). W celu dotarcia na miejsce zapakowałem się do „czwórki”, ale nie Golfa, a tramwaju, co zasadniczo okazało się być błędem bogatym w konsekwencje.

Czytaj dalej Pójdźże piękna gołąbeczko

Pożegnanie Wuja Alberta

Moi Drodzy, smutna sprawa.
Mój wujek – Albert – zmarł nagle, lecz nie można powiedzieć, że niespodziewanie. Całe żyć chlał, palił, eksperymentował z narkotykami i zabawiał się z dziwkami, powoli, lecz nieubłaganie, coraz bardziej podupadając na zdrowiu. Odkąd w wieku 25 lat odziedziczył po ojcu (też pijaczynie, ale w Rzezawie każdy chleje, taki mamy klimat) dwa dobrze zlokalizowane sklepy obuwnicze w Bochni, miał forsy jak lodu i żył tak, jak żyć chciałby każdy odważny i niezależny mężczyzna – jakby miał następnego dnia umrzeć. Nie ma co się oszukiwać, był czarną owcą, więc dla całej rodziny był wkurwiający jak Leszek Miller pod koniec kadencji, ale ja go na swój sposób lubiłem. Miał tę swobodę, jaką posiadają zamożni ludzie, którym na niczym już nie zależy, więc mogą sobie bimbać z innych i ich powagi.

Czytaj dalej Pożegnanie Wuja Alberta

Szkoda, że cię tu nie ma

No nareszcie! Wyjmują mnie z żółtej reklamówki z widniejącą nań biedronką i stawiają na kamiennej płycie. Jestem podekscytowany tą chwilą, jak każdy przedstawiciel mojego gatunku. Słyszę niecierpliwy stukot moich, tłoczących się w folii, towarzyszy, ale jestem niemal w pełni skoncentrowany na drobnej, kobiecej dłoni pochylającej się nade mną z zapałką.

– No, dawaj Mała – szepczę w duchu – Come on Baby, Light my Fire!

Czytaj dalej Szkoda, że cię tu nie ma