Archiwa kategorii: Fotografia

Z dziejów pewnego pstryknięcia (4)

Późnojesienny początek sezonu grzewczego w Krakowie nie jest najlepszym okresem na długie spacery. Smog zalegający nad miastem z reguły dostrzegalny jest w postaci nieco „zabrudzonej” chmury zawieszonej nad linią horyzontu, ale są takie dni, gdy opada na miasto w postaci delikatnej, mlecznej mgiełki. Abstrahując od faktu, jak szkodliwe są dla zdrowia toksyczne opary, miasto robi się wówczas niezwykle plastyczne – aż chciałoby się rzucić frazesem – „jak z innego świata” – choć to przecież wciąż ten sam, dobrze znany, krakowski świat, w którym co dzień o poranku słyszę w pobliskiej cukierni – „Ma Pan szczęście, została ostatnia z marmoladą”.

Czytaj dalej Z dziejów pewnego pstryknięcia (4)

Z dziejów pewnego pstryknięcia (3)

Poniewieranie Krakowa z kopca Krakusa było kiedyś moją ulubioną weekendową rozrywką, dopóki nie uznałem tego tematu za dostatecznie wymęczony (niczym ten znany radziecki poeta, który w chwili szczerości stwierdził: „napisałem dziesięć wierszy o miłości, więc wyczerpałem temat”). W przeciwieństwie do poprzednich wpisów z serii, nie skłamię, że „wyszło mi przypadkiem”, bo w tym przypadku od początku wiedziałem co chcę osiągnąć i w jaki sposób.

Czytaj dalej Z dziejów pewnego pstryknięcia (3)

Z dziejów pewnego pstryknięcia (2)

Opowieść z gatunku – dlaczego czasami warto obejrzeć się za siebie. Jak już wejdziecie na Kopiec Krakusa, to oprócz zakochanych, czule obejmujących się na widok trujących oparów smogu, na szczycie na pewno zastaniecie ludzi z aparatami wycelowanymi w kierunku panoramy miasta. Widok centrum – owszem – robi wrażenie, ale jest dość oklepanym tematem (wiem, bo sam go „oklepywałem”, o czym niedługo), toteż wspiąwszy się na wyniosłość wzgórza spojrzałem w drugą stronę, a wtedy…

Czytaj dalej Z dziejów pewnego pstryknięcia (2)

Z dziejów pewnego pstryknięcia (1)

Dziś w temacie – krakowskie Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego i zdjęcie zrobione z nudów (umówiłem się przed budynkiem i przybywszy nieco wcześniej, nie miałem co ze sobą zrobić). Nie ukrywam – trochę obawiałem się wycelowania w nie obiektywu, bo codziennie robi to czterystu potomków Szoguna (i nie chodzi mi tu o generała Kozieja), ale całkiem zgrabnie ułożyło się kadrze i (mam nadzieję) nie wyszło tak banalnie jak zazwyczaj.

Czytaj dalej Z dziejów pewnego pstryknięcia (1)

W obiektywie (1): Paweł Repetowski

Wcale nie tak odległy czas temu, spoglądałem na fotografię, jako na coś niegodnego uwagi, kojarząc ją, bądź to z okolicznościową, weselno-komunijną chałturą, bądź to ze skośnookimi przybyszami z Dalekiego Wschodu. Podobnie, jak cała rzesza ignorantów, szczerze dziwiłem się, „co to za filozofia wcisnąć spust migawki?”, zastanawiając się jednocześnie, jak można uznawać za sztukę coś, co nie tylko nie wymaga żadnych zdolności, ale też niczego nie przekazuje – ani emocji, ani indywidualnego spojrzenia na świat?

Czytaj dalej W obiektywie (1): Paweł Repetowski