Archiwa kategorii: Gry

PoGRANE (3): Diablo (1996) & I.G.I. 2 – Covert Strike (2003)

W ostatnich tygodniach z graniem tradycyjnie słabo, ale w ramach relaksu, w „tajmszicie” znalazło się miejsce dla dwóch pozycji: blizzardowskiego, legendarnego już „Diablo” z 1996 r. oraz sequela pierwszoosobowej, „skradankowej strzelanki”, która do Polski trafiła pod nazwą „Project I.G.I.”, tj. dla „I.G.I. 2 – Covert Strike” z 2003 r. Z racji tego, że ta pierwsza to niekwestionowana gwiazda, która swą obecność zaznaczyła nawet w słynnym kazaniu Ojca Natanka (pod dźwięczną nazwą „Diabolo”), z okazji nadchodzących Światowych Dni Młodzieży w Tristra…, znaczy ten, w Krakowie – zamierzam poświęcić jej odpowiednio więcej miejsca, niż „I.G.I.”

Czytaj dalej PoGRANE (3): Diablo (1996) & I.G.I. 2 – Covert Strike (2003)

Krótka historia straconego czasu (1)

Przypomniała mi się taka historia:

Upalny czerwiec Roku Pańskiego 2004 r. Po brawurowym, acz dość nieoczekiwanym zdaniu matury rozpoczynam przygotowania do egzaminów  wstępnych na studia. Rodzice w pracy, brat w szkole, niby cały dom na mojej głowie – ale tak naprawdę przez cały dzień mam tylko dwa  zadania – uczyć się i o właściwej porze uruchomić palnik pod garnkiem z ziemniakami. Co dzień rano zgarniam więc ciężkie tomiszcza  historii powszechnej – Rostworowskiego, bądź innego Bazylowa – i siadam na schodach przed domem, by z pasją podróżować przez wieki.

Czytaj dalej Krótka historia straconego czasu (1)

PoGRANE (2): To the Moon (2011)

Bez zbędnych ceregieli i gry wstępnej, mogę Wam wprost oświadczyć, że podstawowy problem z „To the Moon” jest taki, że jej autor nie za bardzo potrafił się zdecydować, czy chce bawić, czy wzruszać. Nie miałbym z tym problemu, bo sam miewam podobnie, gdyby nie fakt, że gra obie rzeczy próbuje czynić dość nachalnie. Nie mam przecież serca z kamienia, ronię łzy nie tylko przy III Symfonii Góreckiego (za każdym razem), lecz nawet w trakcie ataku młodego Skywalkera na Świątynię Jedi (zaiste, rację miał Mistrz Yoda – tylko ból znalazłem w zapisie wydarzeń z przeszłości), nie licząc innych dzieł kultury, ale małe dziełko Kana „Reivesa” Gao zamiast wzruszać subtelnie i z wdziękiem, brutalnie wjeżdża „z buciora” w powieki, krzycząc: „No płacz, płacz, skurwysynu! Nie wzrusza cię stary umierający człowiek?! Nie wzrusza cię tragiczna miłość?! Nie wzrusza chłopczyk wpadający pod koła samochodu?! No co z ciebie za chuj!?” i osobiście czuję się przez takie postępowanie nieco odarty – powiedzmy, że z „godności gracza”. Bo wybacz Kan, ale to ja tu trzymam łapy na myszce i klawiaturze, i to ja decyduję czy poruszyła mnie historia, którą chciałeś opowiedzieć, czy nie.

Jeszcze bym to zresztą jakoś przeżył, gdyby pomiędzy tymi wszystkimi próbami doprowadzenia mnie do płaczu, „To the Moon” nie próbowało mnie jednocześnie z rozśmieszyć. Niestety – ze znacznie gorszym skutkiem.

Czytaj dalej PoGRANE (2): To the Moon (2011)

PoGRANE (1): Colin McRae Rally 2.0 (2000)

Powiedziałbym, że jestem chujowym kierowcą, ale obraziłbym wówczas wszystkich chujowych kierowców świata, bo między Bogiem, a prawdą, w rankingu najgorszych „drajwerów” mieszczę się w ostatniej dziesiątce, zaraz po taborecie, dwa miejsca po kaktusie oraz puszcze Paprykarza Szczecińskiego (z dużej litery, żeby okazać należny mu szacunek) oraz trzy miejsca po przeciętnej kobiecie, toteż naprawdę dziwi mnie, że przy CMRze 2.0 bawiłem się tak dobrze.

Czytaj dalej PoGRANE (1): Colin McRae Rally 2.0 (2000)